Błędne koło

przy tasmie„Mało zarabiam, bo nie mam brytyjskich kwalifikacji. Nie mogę zdobyć brytyjskich kwalifikacji, bo mnie nie stać na taki wydatek”. I koło się zamyka. Może wreszcie warto sprawdzić, ile tak naprawdę kosztują różne kwalifikacje i przerwać te błędne koło? A może wreszcie trzeba przestać szukać usprawiedliwień na własne lenistwo?

Historii takich słyszysz mnóstwo. Ludzie po dobrych polskich szkołach, z tytułami techników, inżynierów, licencjatów i magistrów pracujący na taśmie przy pracach nudnych i jeszcze bardziej ogłupiających. Sprzątaczki po maturze, a nawet po studium pomaturalnym. Śmieją się z „tępych Anglików”, że nic nie wiedzą o świecie, ale tak naprawdę to Anglicy mają powody do śmiania się z kogoś, kto uczył się 12, 15 czy 17 lat po to, by sprzątać toalety, segregować śmieci, sprawiać ryby lub kroić owoce.

Na swoje usprawiedliwienie mają zawsze te same słowa: „Nie mogłem/nie mogłam znaleźć pracy w zawodzie” oraz „Brytyjczycy nie uznają moich polskich kwalifikacji”. Nie bardzo za to wiedzą, co odpowiedzieć, gdy spytasz ich:  „A co zrobiłeś/zrobiłaś, żeby nostryfikować polskie kwalifikacje?” albo „Jak zdobyć brytyjskie kwalifikacje w twoim zawodzie””. Nawet nie wiedzą, co muszą zdobyć. Wiedzą za to na pewno, że to musi być bardzo trudne i bardzo kosztowne. Dlatego czują się rozgrzeszeni.

Owszem, są kursy zawodowe kosztowne i długotrwałe, ale są też inne możliwości. Warto na początek pomyśleć o zdobyciu kwalifkacji, które potwierdzą znajomość angielskiego i matematyki na poziomie angielskich egzaminów GCSC. No tak, ale nasze wiecznie użalające się ofiary brytyjskiego systemu edukacyjnego nie chcą się nawet zniżać do tego poziomu, bo przecież to tylko odpowiednik polskich egzaminów gimnazjalnych. Może i tak, ale gdy się weźmie pod uwagę, że aż 54 % brytyjskiego społeczeństwa nie ma takich kwalifikacji, to ranga tych egzaminów rośnie.

Nasi malkontenci pewnie od razu zaczną krzyczeć, że to musi sporo kosztować. I znowu się mylą. W większości przypadków kwalifikacje Literacy (z języka anglielskiego) i Numeracy (z matematyki) można „zrobić” za darmo, korzystając z usług wyspecjalizowanych instytucji szkoleniowych, fundowanych przez rząd. Nie tylko nic to nie kosztuje kursanta, ale czasem może nawet zarobić – na przykład zdobyć bon na zakupy do jakiegoś supermarketu na 30 funtów.

„Ale ja nie mam czasu” – to kolejna wymówka narzekaczy. Najciekawsze jest jednak to, że brakiem czasu wykręcają się osoby, które spędzają kilkanaście godzin tygodniowo w internecie, kilka godzin w pubie, a kolejne kilkanaście przed telewizorem.

Takim osobom nic nie pomogą nawet najmądrzejsze porady, bo żeby coś zmienić w swoim życiu, trzeba chcieć, zacisnąć zęby i wytrwale dążyć do celu. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo – w innym kraju, w innych realiach. Nikt nie obiecywał ziemi mlekiem i miodem płynącej. To nie spacer, to nie film czy gra komputerowa. To prawdziwe życie. Zamiast więc tracić czas i energię na użalanie, bierzcie się do działania, szanowni narzekacze. Walczcie. O swoje lepsze życie. O lepszą pensję. O wyższy status społeczny. Albo dalej harujcie w przetwórniach, fabrykach, na farmach, ale nie narzekajcie więcej, bo to Wasz własny wybór.

monia
Zródlo: TwojSukces.co.uk

twojsukces_nowe_logo

Related posts

Leave a Reply